wtorek, 31 sierpnia 2010

Łódź

Oto dwa panelki (w czerni i bieli i na kolorowo) z komiksu wysłanego na Festiwal w Łodzi.Mam lekkiego stresa,ponieważ dotąd nie brałem udziału w tego typu imprezach,a moje komiksy widziała tylko grupka znajomych ,przyjaciół i rodzina...No i wnętrze pewnej szuflady.
Ów "genialne dzieło" (które zniesmaczy co wrażliwszych czytelników,ale mam nadzieję nacieszy receptory wzrokowe oglądaczy) to przeróbka komiksu,który kiedyś tam narysowałem by wysłać do Produktu.

Moje pierwsze komiksy

Moja przygoda z komiksem zaczęła się nieokreślonego roku u schyłku PRLu...Nie jestem w stanie dokładnie określić daty kiedy dopadłem swój pierwszy komiks,ale pamiętam dokładnie jakim sposobem je zdobyłem i jakie to były tytuły.
Przyznam,sposób zdobycia nie napawa mnie dumą i wstydzę się go do dziś.Swego czasu imprezy okolicznościowe nie były zbyt częste,ani wystawne.Głównymi atrakcjami były święta kościelne i....dożynki!
Na większe imprezy dożynkowe,niczym muchy do miodu,zajeżdżały całe tabory bud Drzymałowych,mające zapewnić rozrywkę podchmielonym pracownikom PGRów i pracownikom urzędów z miasteczka w którym dożynki zorganizowano.A dzieciaki jednych i drugich rodziców przyciągały...
STRZELNICE!
 Pełne kolorowych słodyczy, zdjęć "gwiazd" z autografami, pluszaków, plastikowej broni palnej i białej...no i czasem komiksów.

W jednej takiej budzie wypatrzyłem dwie kolorowe okładki,które zapragnąłem posiadać bardziej niż cokolwiek.Zaciągnięcie ojca,który jako kierownik musiał się napić z każdym pracownikiem,nie należało do rzeczy prostych.Ale wyczuł chyba że jest tam coś na czym musi mi bardzo zależeć,bo zabrał się do strzelania z niezwykłą werwą.Z perspektywy czasu sądzę że robienie miny zganionego szczeniaka po kazdym pudle z "podrasowanej" wiatrówki,nie należało do uczynków uczciwych wobec ojca,ale po około 70 min i sporej sumce pieniędzy otrzymałem swoje dwa pierwsze komiksy.



Hernan Cortez -Wróblewskiego i Bunt Olbrzymów - Polcha.Gdy czytam te dwa komiksy wracam do dzieciństwa.
Dzięki ojciec. :)